REVIEWS

"at KWF" at nonpop.de

Neuer Name, alte Bekannte. Nachdem aus Sonderübertragung nun Sea State geworden ist, liegen die ersten beiden Veröffentlichungen vor. Neben dem lange angekündigten Debüt von THE VIRAL DREAD – bestehend aus Sea State-Kopf HANS JOHM und ANDREAS WAHNMANN – handelt es sich bei der offiziellen Nummer 1 des Labelkatalogs um einen Livemitschnitt. Am 08. März dieses Jahres traten ANTLERS MULM und SUNDAY STRAIN – noch als Acts von Sonderübertragung  – beim Kurt Weill Fest im Alten Theater in Dessau auf.
Jedes Projekt erhält ziemlich genau 45 Minuten der vorliegenden, 90minütigen Kassette, wobei es sich um die jeweils kompletten Auftritte des Abends zu handeln scheint. (Neben der Unterstützung von Amazonwatch hat sich Sea State  – noch mehr als sein Vorgänger – die Rettung der Kassette auf die Fahnen geschrieben.)
Die erste Seite gehört ANTLERS MULM, dem inzwischen auch schon seit rund zehn Jahren bestehenden Alter Ego von HANS. Alle Stücke, die mir bekannt sind, stammen aus den späteren Jahren, von "Of Withered Sparks" (2007), "Lost Brigade" (2010) oder – viele – von "Age Of Efficiency" (2011), es sind wohl aber auch neue oder 'live only'-Songs wie "Garlands" dabei.
Ohnehin ruhig und reduziert, ist der Liveauftritt von AM im besten Wortsinn minimal. Wenige, sehr direkte Synthietöne, warm und freundlich wie gewohnt, dazu die wie immer mit einem leichten Hall versehene Stimme von HANS JOHM, die live deutlicher und mehr im Vordergrund wirkt als auf den Alben. Beständige Beats fehlen fast völlig, dafür unterstützen gedehnte Loops aus Sounds, Knirschen und Schleifen, die dunkle und neblige Atmosphäre. Die Musik klingt ruhig und nach innen gerichtet, passend zu den kürzer werdenden Tagen. Obwohl das Konzert ja im beginnenden Frühjahr stattfand, könnte der Auftritt unter dem Motto 'Weihnachtsfunk' stehen. Die Qualität der Aufnahme ist übrigens beidseitig hervorragend, direkt mit dem Ohr am Bühnenlautsprecher. Herausstechend ist "Clean White Cube" mit deutlichen Lyrics, einer klaren Anti-Kapitalismus-Aussage, und dem langsamen, weichen Beat, der – wie überhaupt manche Stücke – an das "So"-Album von PETER GABRIEL erinnert.
Auch SUNDAY STRAIN haben einige für mich neue Lieder im Gepäck, den Opener "Leave" zum Beispiel. Der Sound ist im Vergleich zu AM 'moderner', schneller, mit meist tuckerndem Beat und der eindringlichen, klaren Stimme von DORAIN W. Zwischendurch wird die Synthieuntermalung mächtiger, so dass die Atmosphäre ins Bedrohliche kippt. Einzelne Teile der abwechslungsreich arrangierten Songs wandern dann wie Schwaden durch den Raum, die Stimme darin verloren und suchend. Insbesondere "Speak Low" packt durch die – ohnehin überdurchschnittliche – Gesangsleistung, mit souliger Stimme und zurückgeschraubter Begleitung. Dagegen steht ganz am Ende das sehr kühle "Lost In The Stars".
Weil das Publikum während der beiden Auftritte kaum zu vernehmen ist und die Songs weder besonders rau noch anderweitig stark nach Bühne klingen, verbreitet sich das Ambiente einer 'Radio Session': Die Musiker bieten mit reduziertem Instrumentarium in kuscheliger Umgebung einen Überblick über ihr Schaffen und fühlen sich wohl. Zur – sehr limitierten – Kassette gibt es einen HQ-Download und jederzeit mobilen Zugang über die Bandcamp-App.
AM-Freunde oder ehemalige Sonderübertragung-Kunden können das Band blind bestellen, da zumindest mit der ersten Veröffentlichung von Sea State keinerlei Unterschiede zum Vorgänger festzustellen sind. Qualität, Liebe zum Detail und zur Kassette – alles da. Schön!


"destiny.done" at brutalresonance.com
 
After a strictly limited debut album called 'Red, Black and White' which was released in 2008 on the label Sonderübertragung, Sunday Strain is now here with their new album 'Destiny.Done' released on Wrotycz Records.
Sunday Strain and their new album is described as ”sophisticated electronic music” and I must say that it's spot on. It's gloomy, calm and slow electronic music together with what almost could be described as ambient pop. At some points during the album (especially during the third track “Savior Machine”), you'll find some similarities with Deine Lakaien as they both share the dark, yet driven, musical structures. However, the minute you feel comfortable with doing that comparison, it all changes to something completely different.
The singer Dorain W. has a great voice and she sings far back in her throat that extracts to an almost haunting experience. However, in the choruses, the voice blooms out and shows great talent, especially noticeable in the beautiful second track “Waiting For You”.
The bass, drums and keystrokes does not stand on in the immediate light, instead hiding more in the shadows, bringing tension and emotion, but most of all highlighting Dorain's voice in just the right way, like in the fifth track with the same name as the album.
'Destiny.Done' with its nine tracks might not be for everyone. Even though it's far from introvert, it's still far from club friendly nor is it traditional pop. But if you sit back and relax for a while, you'll find it to be a very pleasant and peaceful experience, just like I did. (Patrik Lindström)

"destiny.done" at terrorverlag.de

Vor drei Jahren erschien das Debüt-Album „Red, Black and White“ von SUNDAY STRAIN auf dem Leipziger Label Sonderübertragung und erntete überragend positive Kritiken. Nun liegt endlich der Nachfolger in den (virtuellen) Plattenläden und kann die Erwartungen in jedweder Weise erfüllen. Hinter dem Projekt stehen Stephan S. (LLOVESPELL, Ex-RADIO EICHENLAUB) und Dorain W. Allerdings erscheint „Destiny done“ auf dem polnischen Label Wrotycz Records.
Musikalisch passen SUNDAY STRAIN aber mit ihrem anspruchsvollen elektronischen Downtempo-Sound, kombiniert mit Pop-Elementen und einer dunklen Atmosphäre trotzdem noch bestens in die Sonderübertragung-Familie um ANTLERS MULM und LLOVESPELL. Bestens arrangierte Basslines werden perfekt von harmonischen Melodien und Dorains feinem Gesang abgerundet. Die neun Tracks sind durchweg äußerst hörbar, wobei der Opener „Temporary files“ besonders hervorsticht. Einige Songs sind fast tanzbar. Neben genannten Referenzbands erinnert SUNDAY STRAIN auch an die frühen KOSHEEN, und zeigt damit, dass sich eingängige Musik mit Tendenz zur Massentauglichkeit und Anspruch wie Niveau nicht immer gegenseitig ausschließen müssen.
Kaufempfehlung? Unbedingt. Den Hörer erwarten neun wunderschöne Downtempo-Hymnen, die, im Player auf Endlosschleife gestellt, einen tollen Soundtrack zum Träumen liefern.

"destiny.done" at vitalweekly.net

It is suggested on the website of the label that we all know that Sunday Strain is a side project of Llovespell, but I didn’t hear of either bands. A duo, it seems according to the photo on the cover, of a singer and someone playing keyboards and drum machines. The latter results in a mellow form of techno based music along the lines of Basic Channel/Chain Reaction with a stronger emphasis on the ambient synthesizers than on the rhythms. Dorain W. sings and her voice reminds me of someone, but no matter how hard I tried, I don’t know. Alyson Moyett maybe, but perhaps a little less soulful? Its all quite pop music and these ten tracks are gentle, atmospheric, moody, but also uplifting. Maybe dreampop with a gothic undercurrent? Maybe something that is a bit out of place in Vital Weekly, but I thought it was finely entertaining, a gentle break in the middle of lots of experimental music. (FdW)

"destiny.done" at darkplanet.pl

Sunday Strain założony został w 2005 roku, jako projekt poboczny Llovespell. Zespół zadebiutował limitowanym albumem „Every Song Is A Lovesong”, a nowe „Destiny.Done” wydał nasz rodzimy Wrotycz Records. Sunday Strain jest już dojrzałym zespołem, który jednak nadal eksperymentuje, tym razem wykorzystując również bas i perkusję, którym towarzyszy silny i czysty głos Dorain W.
Wokal Dorain W. przypomina najbardziej uduchowioną wersję Alyson Moyett, a muzyka samego zespołu to połączenie dreampopu z bluesem i bardziej mrocznymi klimatami. Na płytę składa się dziesięć utworów, które są spokojne, nastrojowe, lecz jako całość podnoszące na duchu.
Płytę otwiera „Temporary files”, który jest w połowie elektroniczną introdukcją, dopiero pod koniec przerywanym inkantacją Dorian. "Waiting for you" przypomina trochę muzykę bliskiego wschodu. Śpiew nie jest na pierwszym planie, ale wokal pozostaje wciąż jasny i zrozumiały. Najbardziej fascynującym elementem "Waiting For You" jest z pewnością bas, który jest naprawdę daleko w tle, ale nadal bardzo żywy i impulsywny. Nieco słabsze jest "Saviour machine ", które nie podchodzi nawet po wielokrotnym przesłuchaniu. Utwór jest dużo bardziej nużący, niż dwa pierwsze utwory, brak w nim czegoś oryginalnego. Natomiast dużym kontrastem do całości jest "Time is with me" - zestaw syntetycznych dźwięków, budujący dość futurystyczny klimat, który łatwo można podłapać. W połowie płyty trafiamy w końcu na tytułowy „Destany done” - jeden z bardziej chwytliwych utworów na płycie. Mimo jednostajnego tempa i wyeliminowania basów, z pewnością jest jedną z najbardziej udanych kompozycji na albumie.
"Dandelion" brzmi ponuro i przygnębiająco. Wrażenie to powstaje z połączenia wielu elementów. Po pierwsze, uderzające jest to, że nawet bardzo mroczny i matowy bas w połączeniu z głębokim głosem powoli zaczyna przytłaczać, przez co pozostałe elementy w tym utworze wydają się stłamszone. Mimo to, „Dandelion” także należy do utworów bardziej wyróżniających się na płycie. „Cyan" to czysto instrumentalny kawałek z lekkim dodatkiem nosowych "przeszkadzajek" i stanowi swoisty przerywnik. "Autumn waves” jest natomiast nieco chłodniejsze i mniej rytmicznie, a do tego jeszcze bardziej zwalnia pozostawiając słuchacza sam na sam z ciszą.
„Destiny.Done” to ponad 45 minut lekkiej elektroniki na przyzwoitym poziomie, z dobrym wokalem. Album pełen jest subtelnych dźwięków i wprowadza w lekko melancholijny nastrój. Płyta została wydana w eleganckim lekkim trzy panelowym digipacku, bez dodatkowych wkładek. Godne polecania.
 
"destiny.done" at necroweb.de
 
Im ersten Moment kann man mit dem Opener "Temporary Files" aus dem Album "Destiny.Done" von Sunday Strain nicht wirklich etwas anfangen. Denn geboten werden scheinbar zusammenhanglose Sounds, die keine wirkliche Struktur haben. Sobald jedoch der extrem dominierende Gesang einsetzt, bekommt dieser Song einen Sinn. Denn die wirren elektronischen Klänge bilden nur das Bett für die sehr eindringlichen Lyrics. Dieses Klangbett unterliegt jedoch einer stetigen Veränderung und spätestens in dem Moment, wenn der Bass einsetzt, kommt auch ohne Gesang eine Art Ordnung in diesen Titel.
Wesentlich strukturierter klingt "Waiting For You", der folgende Track. Ein wenig erinnert dieser an Songs von Syria. Der Gesang steht bei dieser Nummer nicht so sehr im Vordergrund wie noch beim Opener, ist aber trotzdem klar und verständlich. Das faszinierendste Element in "Waiting For You" ist sicherlich der Bass, welcher zwar sehr weit im Hintergrund steht, aber trotzdem sehr eindringlich und treibend wirkt.
Ein wenig schwächer ist "Saviour Machine", welches auch nach mehrmaligem Durchhören zumindest mir keine Freude bereitet. Es ist insgesamt ein wenig langweiliger als die ersten beiden Lieder, da wirkliche Highlights fehlen. Dieser Titel plätschert einfach relativ unspektakulär vor sich hin.
Ganz im Gegensatz zum folgenden "Time Is With Me". Nun sind es die Synthie-Sounds, die eine recht futuristische Atmosphäre aufbauen und einen sofort gefangen nehmen. Auch der Gesang ist optimal arrangiert; er dominiert nicht zu stark, ist aber klar zu verstehen. Auch die Musik wird nicht blockiert oder übertönt.
Düster und bedrückend klingt "Dandelion". Dieser Eindruck entsteht aus der Kombination vieler Elemente. Zuerst fällt auf, dass schon der Bass extrem düster und dumpf daherkommt. In Kombination mit dem ebenfalls sehr tiefen und langsamen Gesang wird die bedrückende Atmosphäre perfekt hergestellt. Auch die anderen Elemente in diesem Track sind eher dunkel gehalten, wobei ich sagen muss, dass es nicht viele sind. Primär geht es tatsächlich um Gesang und Bass. Trotz oder gerade deswegen ist "Dandelion" mein Lieblingstrack auf diesem Album.
Sunday Strain haben mit "Destiny.Done" ein sehr abwechslungsreiches Album an den Start gebracht, das trotzdem ein stimmiges Konzept aufweist. Zwar sind nicht alle Tracks, die enthalten sind, der Hammer, insgesamt ist es aber durchaus eine gelungene Scheibe, die ich bedenkenlos mit acht Punkten werten kann.
 
"destiny.done" at blackmagazin.com
 
Das Debüt "Red, Black And White" war schon vielversprechend, der just erschienene Nachfolger "Destiny.Done" klingt nun wie aus einem Guss: wohlige Ambientmusik für die Dämmerung. An der Besetzung hat sich nichts geändert: SUNDAY STRAIN bestehen nach wie vor aus STEPHAN S., einer Hälfte von LLOVESPELL, und der Sängerin DORAIN W. (FORMFLEISCH, RAUM41). Das Leipziger Duo war schon auf einigen Samplern von SONDERÜBERTRAGUNG (SUE) vertreten, dort erschien auch der Erstling. Trotz des Wechsels zum kleinen polnischen Label WROTYCZ ist die freundschaftliche Verbindung zu Hans Johm, dem Ein-Mann-Betreiber von SUE, nach wie vor offensichtlich: Er hat zum einen das schöne Cover gestaltet, auf dem ein trauriger Hase mit Nachtaugen und Blume zu sehen sind. Zum anderen war ANDREAS WAHNMANN (FIR§T LAW) für das Mastering verantwortlich, der auch bei vielen SUE-Produkten am Mischpult sitzt.
Der ruhige, reduzierte, tuckernde Sound und die wunderbaren, weiblichen Vocals stimmen schnell auf die ästhetische Reduziertheit des Albums ein. Feine Ambientbetten, die sich JARRE-like und oft sehr rhythmisch an die Ohren schmiegen; deutlich elektronisch zwar, aber nie unterkühlt und insgesamt wärmender als der Vorgänger, manchmal beinahe tanzbar. "Destiny.Done" bewegt sich damit in Richtung frühe LLOVESPELL. Dazu kommt die samtige Stimme von DORAIN W., zu der der 4AD-Vergleich vom letzten Album nicht mehr passt. Sie ist voluminös und leicht soulig, perfekt im Zusammenspiel mit der Elektronik. Besonders über Kopfhörer entfaltet sich die weite, nächtliche Atmosphäre, und es ist ein Leichtes, sich von der Musik davontragen zu lassen.
Großartig ist "Time Is With Me" (04), die luftig-traurigen Synthie-Klänge belegen die Verwandtschaft zu Sonderübertragung und Projekten wie ANTLERS MULM, ein warmes und sphärisches Stück für die Autofahrt bei Nacht. Auch der anschließende Titelsong (05) 'floatet', schwebt durch einsame Straßen. Düsterer und etwas aufgeregter sind allein "Dandelion" (06), hier wird die Nacht mit ihren Schatten auch thematisiert, und "Cyan" (07), das einzige rein instrumentale Stück mit leichtem Störgeräusch. "Autumn Waves" (09) bildet mit fast neun Minuten Länge den würdigen Abschluss. Etwas kühler und weniger rhythmisch lässt es mit seinen glitzernden und glänzenden Sounds unweigerlich an Sterne denken.
Edle Ambientklänge, die zwar rhythmisch, aber immer luftig und entschleunigt daherkommen. Im Gegensatz zum Vorgänger zieht sich eine Grundstimmung durch das gesamte Album, ein dunkles, aber angenehmes und wohltemperiertes Nachtgefühl. Auch wenn "Destiny.Done" labeltechnisch fremdgeht, passt das Album wunderbar zur SUE-Familie. (Michael We.)
 

"destiny.done" at blackmagazin.com
 
Als im Jahre 2008 das Debüt „Red, Black And White“ vom LLOVESPELL-Nebenprojekt SUNDAY STRAIN auf Sonderübertragung erschien, war schon aufgrund der Limitierung von nur 149 Stück die Streuung recht gering. Trotzdem reichte der Achtungserfolg aus, um beim polnischen Wrotycz-Label Aufmerksamkeit zu erregen und wo nun auch der Nachfolger „Destiny.Done“ in weit aus größerer Auflage und im schicken Digipack erscheint. Das Projekt von Stephan S. (Ex-RADIO EICHENLAUB/LLOVESPELL) und Dorain W. (Ex-RAUM41/FORMFLEISCH) warf dafür den Ambient-Anteil im Sound komplett über Bord und fokussiert sich deutlich mehr auf blubbernde Trip Hop-Rhythmen und die dunkel-rauchige Stimme von Dorain. Hier werden (zumindest bei mir) deutliche Erinnerungen an die „Unidentified Light“-Phase von KIRLIAN CAMERA wach. Den absolut dominierenden Vocals ordnet sich die Musik bis auf eine instrumentale Ausnahme wie ein dämpfender Teppich fast völlig unter, was einen kompletten Gegensatz zum Hauptprojekt LLOVESPELL mit Mandie K. darstellt und SUNDAY STRAIN somit folgerichtig seine Berechtigung hat. Den einzelnen 9 Songs haftet dabei etwas Feierliches, ja fast schon Sakrales an und die Musik könnte locker als ein neues Genre namens Gothic Trip Hop durchgehen. Ob SUNDAY STRAIN damit genreübergreifend Fuß fassen können, ist leider mehr als fraglich, zu wünschen wäre es dem Duo allemal. Dass SUNDAY STRAIN aber auch weiterhin zur SUE-Familie gehören, zeigen allein schon die Fakten, dass Hans Johm für das kauzig-schöne Coverbild sowie für das Design des Digipacks verantwortlich war und Andreas Wahnmann von FIR§T LAW in seinem Secretlab das Mastering übernommen hat. (Marco Fiebag)
 
"red, black and white" at nonpop.de
 
Das Leipziger Ein-Mann-Label Sonderübertragung (SUE) hat in den vergangenen Jahren nicht nur ein Händchen, sondern eine ausgewachsene Hand für elektronische Musik bewiesen, die eine nächtliche, winterliche Ruhe ausstrahlt. Stille, Weite, Einsamkeit und Melancholie tränken die Musik, die Hans Johm veröffentlicht. Die Basis bilden dabei sein eigenes Projekt ANTLERS MULM und das befreundete Leipziger Pärchen LLOVESPELL. Sie werden umkreist von einigen weiteren Formationen wie THE HIGH TIDE TECHNOLOGY oder BEACHHEAD (inzwischen Geschichte). Nun stehen mit Herbst und Winter die Jahreszeiten vor der Tür, in denen unter dem Dach des Hauses SUE besonders rege gearbeitet wird.
Den Anfang des zu erwartenden Albenreigens macht ein Debut: "Red, Black And White" von SUNDAY STRAIN, gegründet von Stephan S., einer Hälfte LLOVESPELL. Es unterstützt ihn die
Sängerin Dorain W., bislang als Mitglied der Leipziger Bands RAUM41 und FORMFLEISCH in Erscheinung getreten. Einigen Nonpop-Lesern kommt der neue Bandname vielleicht schon bekannt vor: SUNDAY STRAIN haben einen Song zum ersten Nonpop-Download-Sampler beigesteuert ("Untitled") und waren außerdem auf den beiden Labelsamplern "Funkfeuer 3" (mit "Pictures") und "Funkfeuer 4" (mit einer Demoversion von "Time Is With Me") vertreten. Alle drei Stücke finden sich nun auf "Red, Black And White" wieder. Auch live waren die beiden schon zu sehen: Sie hatten im vergangenen Jahr einen Auftritt bei der SUE-Konzertreihe "Transmission".
Nun kuscheln sich nicht alle Mitglieder der Labelfamilie immer in ein winterliches Bärenfell. Das erste Album von THE HIGH TIDE TECHNOLOGY zum Beispiel ("At Night") war stellenweise gefährlich und düster; eine Mischung aus Dark Ambient und James Bond. Auch SUNDAY STRAIN sind nicht unbedingt warm und weich. Dark Ambient-typische Weltallklänge sorgen für eine elektronische Kühle, die einen deutlichen Temperaturunterschied zu LLOVESPELL schafft. Durch diese leicht fröstelnde Eleganz gleitet die weibliche Singstimme, die - wie es auch im Labelinfo heißt - an beste 4AD-Zeiten erinnert, allerdings ohne die manchmal bleierne Süße der damaligen Projekte zu übernehmen. Trip-Hop-Vergleiche sind ebenfalls möglich, zum Beispiel mit dem Gesang von LAMB Mitte/Ende der 1990er-Jahre.
"Red, Black And White" eröffnet gleich mit dem besten SUNDAY STRAIN-Stück: "Lemmings". Zu sphärischen, hellen Sounds und einem leicht schleppenden Rhythmus prägt sich die außergewöhnlich klare, frische Stimme von DORAIN W. ein. Die Hookline ("...and I run, and I run...") haftet nach dem ersten Hören unter der Kopfhaut. Ebenfalls einnehmend ist "Time Is With Me" (4), das mit den hypnotischen Elektro-Glöckchen, seinen Dub-Anklängen und dem wie durch eine Barriere verzerrten Gesang sehr viel Tiefe hat. "Bohemians From Beyond" (6), im Original von ANTLERS MULM (auf "Reverse"), bekommt hier ein kosmisches Gewand: Leere und Weite des Alls fluten mit einer in den Hintergrund gerückten Stimme durch die Lautsprecher ins Zimmer. Umgekehrt legt Hans Johm Hand an "Lemmings" und schafft damit das schönste Stück des Albums (9). Der Opener bekommt mehr Wärme, ein paar zusätzliche Beats, einige typische MULM-Geräusche und wird so ganz ohne Gesang zum funkelnden Ambientstern.
Das Debut von SUNDAY STRAIN bietet viele wohlige Momente und eine besondere Stimme. An einigen, wenigen Stellen wirkt es wie ein Experiment, das erst kurz vor dem Abschluss steht - der Gesang verschmilzt nicht zu 100 Prozent mit der Musik. Eine durchgängige, geradezu hypnotische Atmosphäre wie bei LLOVESPELL wird (noch) nicht immer erreicht. Dennoch liegt die erste Werkschau von SUNDAY STRAIN weit über dem elektronischen Durchschnitt. Alle, die sich bislang im SUE-Universum wohlfühlten, sollten ihr Aufmerksamkeit schenken.
Wie immer ist die CD im hübschen Faltkarton verpackt, dieses Mal sogar mit einer von Hand gemaltem Ergänzung auf dem Cover. "Red, Black And White" ist limitiert auf 149 (!) Exemplare. Während der kommenden Monate stehen weitere SUE-Veröffentlichungen an, unter anderem neue CDs von LLOVESPELL und HIGH TIDE TECHNOLOGY. Im Dezember sollen die beiden ersten, längst vergriffenen "Weihnachtsfunk"-Alben von ANTLERS MULM auf CD zusammengefasst werden. (Michael We.)
 
"red, black and white" at blackmagazin.com

Das Debüt-Album des Nebenprojekts vom LLOVESPELL-Kopf Stephan S. namens SUNDAY STRAIN, welches er zusammen mit der Sängerin Dorain W. (Ex-RAUM41/FORMFLEISCH) betreibt, hing schon eine ganze Weile in der Schwebe. Jetzt ist es aber nun doch beim Heimatlabel Sonderübertragung erschienen und bietet im Gegensatz zum hypnotisch-verträumten LLOVESPELL-Sound bleischweren Trip Hop mit kosmisch-dunklen Ambient-Passagen.
Besonders die spröde tiefe Stimme von Dorain W. verweist dabei eher in die Gothic-/Dark Wave-Szene, was laut Stephan S. auch ein Anliegen von SUNDAY STRAIN sein sollte. Wenn auch noch nicht alles ganz rund auf dem Album klingt, so hat es doch großartige Momente, die man sich bei mehrmaligen Durchläufen erhören kann. Mein persönlicher Favorit ist „Particle“ und als Link zum Sonderübertragungs-Umfeld gibt es unter den 10 Tracks mit “Bohemians From Boyond” eine Verbeugung vor ANTLERS MULM bzw. im Gegenzug einen instrumentalen Remix von Hans Johm. Die auf 149 Stück limitierte Kodak-Gold-CD-R im per Hand gestalteten Faltcover ist wie immer am besten über www.sonderuebertragung.de zu beziehen. (M.F.)